Fat story

Wszystko zaczęło się jeszcze w liceum. Nowa szkoła, nowa rzeczywistości, nowe obowiązki i nowe problemy. Zawsze byłam cicha, nieśmiała i wrażliwa. Do dzisiaj ciężko nawiązywać mi nowe znajomości. To przechyliło szale mojego smutku. Za bardzo wszystko brałam do siebie, każdy przytyk, każde słowo, gest. W pierwszej klasie grupka kolegów zaczęła mi dokuczać. Bez powodu. Chcieli pokazać jacy są fajni, „cool”. Znaleźli sobie osobę z której mogli się zgrywać… Mnie. Pomyślałam, że może faktycznie jest coś ze mną nie tak, skoro mi dokuczają. Nie potrafiłam się obronić to coraz bardziej było mi smutno i źle, coraz bardziej zapadałam się w sobie… Odreagowywałam jedząc słodycze, to na chwilę odrywało mnie od szkoły. Klase zmieniłam, gnębienie się skończyło. Znalazłam swoją paczkę, jednak zostało coś innego – skłonność do zajadania smutków. W tamtym okresie przytyłam nie wiele bo chyba z 2 kg. Ważyłam około 55 kg, waga całkiem adekwatna do mojego wzrostu, jednak postanowiłam się odchudzić, chociaż nie… Postanowiłam się głodzić. Oczywiście szybko schudłam, lecz równie szybko rzuciłam się na jedzenie – bo przecież już schudłam… I tak rozpoczęła się spirala chudnięcia i tycia. W końcu nabawiłam się kompulsywnego jedzenia. W pewnym momencie zaczęłam korzystać ze wspomagaczy, jeśli tak to można nazwać. Senefol… Tak dobrze znany motylkom. Pamiętam ten okropny ból brzuchy, który jednak mnie uszczęśliwiał. Czekałam na pierwszy skurcz brzucha jak na pierwszą gwiazdkę podczas Bożego Narodzenia, bo wiedziałam, że gdy wejdę następnego dnia na wagę ona pokaże mi mniej. Chociażby 100 g mniej, ale nic nie dorównywało temu szczęściu, że jestem lżejsza, że mam kontrolę nad sobą. Kolejna fala obżarstwa… Szczęście, że czuję smak czekolady, że mogę porządnie się najeść. Łzy… Gdy po tygodniu czy dwóch niepohamowanej uczty waga pokazuje 4 kg więcej. Smutek, złość, postanowienie poprawy. Myśli, że tym razem zrobię to zdrowo. Na początku tak, ale zaczyna się ucinanie kalorii, ćwiczenia. I wszystko zaczyna się od początku.   Jeszcze rok temu ważyłam 54 kg, dziś  natomiast 61 kg. W ciągu dwóch miesięcy moja waga potrafi się wahać o 5 kg. Lecz nie tylko ciało ucierpiało… Psychika, nie do końca normalna. I jest coraz gorzej. Obsesyjnie myślę o jedzeniu, kaloriach, tłuszczu. Nie potrafię sobie z tym poradzić. To trwa już zbyt długo. To 4 lata upadków i wzlotów. Ciągła sinusoida, która prowadzi donikąd. Gdybym tylko wiedziała, że to odchudzanie cztery lata temu tak się skończy – nigdy bym nie zaczęła… Czasu nie cofnę, ale wreszcie mogę o tym napisać. Wyrzucić z siebie. Może trafi tu zabłąkana dusza, która tak jak ja kiedyś, chce się odchudzić głodując, przeczyta to i zada sobie pytanie: czy na pewno chcę to zrobić? To będzie dla mnie sukces, bo może właśnie przez moją historię uchroni się przed ED. Ja już jestem więźniem swojej wagi, a Ty?

~Sky

images

2 thoughts on “Fat story

  1. Super, że zrozumiałaś co robiłaś do tej pory źle :) Odchudzanie nigdy nie powinno wiązać się z głodzeniem! Przede wszystkim należy wprowadzić regularność posiłków (tak! właśnie po to się mówi o 5 posiłkach dziennie!), włączyć ruch o czym ci już pisałam, znaleźć coś co będziesz robić w chwilach słabości zamiast jedzenia (i tu możesz wykorzystać sport!) i ostatnie: jest jeden trik na odchudzanie – jedzenie na małym talerzu zamiast na dużym, bo nie dość, że jesz to co człowiek potrzebuje do życia to jeszcze w mniejszych porcjach :) I oczywiście na deser owoc zamiast ciastka :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>